20 listopada 2012

Przed kilku dniami byłem w Ostrołęce na zaproszenie prezydenta, miasta, by najpierw, wieczorem, odbyć spotkanie z mieszkańcami, a następnie, rankiem, z kilkuset osobową grupą młodzieży. Na własne oczy mogłem zobaczyć i przekonać się, jak rozkręca się „historia” wokół „Pokłosia” Pasikowskiego. Spotkanie z młodzieżą miałem w sali miejscowego kina, tego samego, w którym emitowano by „Pokłosie”, do której to emisji na szczęście nie doszło. Do kina przybyłem pół godziny przed spotkaniem i miałem czas, by w towarzystwie pana prezydenta odbyć półgodzinną rozmowę z dyrektorem kina. Wyrażenie „miałem czas” nie oddaje w pełni sytuacji, ponieważ w trakcie owych trzydziestu minut z tymi dwoma niezwykłymi, dzielnymi patriotami, dyrektor musiał odebrać kilkanaście telefonów od oburzonych dziennikarzy z całej Polski, a także od tzw. ważnych osób, indagujących go naciskami i pytaniami: jak to możliwe, że w Ostrołęce nie wyemitujecie Pokłosia”? – I tak mam od kilku dni, od TVN po miejscowe media. Takiej nagonki i takich nacisków nie miałem jeszcze nigdy, w sprawie jakiegokolwiek innego filmu – tłumaczył dyrektor. Chciał rozwinąć swoją wypowiedź, ale nie zdążył, bo właśnie zadzwonił kolejny „niezależny” dziennikarz z pytaniem: „jak to możliwe?”, ja zaś musiałem iść już na spotkanie z młodzieżą, której szczęśliwie udało się uniknąć losu młodzieży warszawskiej „zapędzanej” na siłę na „Pokłosie”. Na temat Jedwabnego napisano tomy, podobnie jak na temat tego, jak obraz tej tragedii wypaczył Jan Tomasz Gross w „Sąsiadach”. Niestety, to nie wyniki wnikliwych badań prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie z Andrzejem Witkowskim na czele, z którymi przed dziesięciu laty odbyłem wielogodzinne rozmowy na temat Jedwabnego, a właśnie kłamliwy przekaz „Sąsiadów” poszedł w szeroki świat po raz n – ty przedstawiając Polaków, jako współsprawców, a nie współofiary, utwierdzając w rzekomej zbiorowej polskiej współodpowiedzialności za całokształt martyrologii Żydów zgotowanej im przez Niemców w Polsce. Gdy przed kilku miesiącami pojechałem na zaproszenie Polonii do Kanady, zamieszkałem u rodziny Wioletty Kardynał, polskiej dziennikarki żyjącej od kilkunastu lat w Toronto, która zrealizowała niezwykły film pt. „Upside down” („Do góry nogami”) przywracający elementarną prawdę o czasach II wojny światowej w świecie, w któym mówi się o „polskich obozach śmierci”, zaś o Polakach słyszy się bądź to jako oprawcach, bądź też jako o garstce zabawnych szaleńców walczących konno z niemieckimi czołgami. Wioletta Kardynał nakręciła „Upside down” za własne pieniądze po tym, jak jej synowie wrócili z „rewelacjami” o Polakach – oprawcach z lekcji historii w kanadyjskiej szkole. Niestety, nie był to „historyczny” przekaz serwowany w tej jednej, konkretnej, kanadyjskiej szkole, przez niedouczonego historyka. Z obrazu Wioletty Kardynał, która dla potrzeb swojego filmu objechała pół świata, można się dowiedzieć, że jest to przekaz obowiązujący w prawie wszystkich szkołach kanadyjskich i amerykańskich, a po części także w szkołach w wielu innych krajach na całym świecie. W przekazie tym to Polacy są nieomal głównymi winnymi tragedii Żydów w okresie II wojny światowej, Niemcy zaś są abstrakcją ukrytą pod określeniem „naziści” – abstrakcją, bo przecież nikt nie słyszał o państwie „Nazizja”. Niestety, „Pokłosie” Pasikowskiego utrwala ten fałszywy stereotyp i tym samym służy pedagogice rzekomej polskiej winy. W kontekście tego filmu dużo czytam o odwadze reżysera, o tym, jak bardzo musiał być dzielny i zdeterminowany, by nakręcić „prawdziwy” film na niepopularny w Polsce temat. To kolejne kłamstwo. Nakręcenie antypolskiego filmu w Polsce nie wymaga dziś najmniejszej nawet odwagi, prawdziwą odwagą byłoby natomiast nakręcenie filmu prawdziwego o tamtych czasach (choćby takiego, jak totalnie zaciszony „Upside down”). Pasikowski zrobił „dzieło”, które płynie z prądem i wtapia się w nurt fatalnego, kłamliwego PR na temat Polski i Polaków. Jestem przekonany i gotów założyć się o każdą stawkę, że film ten zostanie obsypany nagrodami, może nawet będzie pretendował do Oscara, a dla samego reżysera na sto procent stanie się przepustką na światowe salony. Bynajmniej nie dlatego, że jest to dzieło wybitne, czy prawdziwe. Pewność swoją czerpię z rozmowy z Andrzejem Pileckim, synem Rotmistrza Pileckiego, którego onegdaj wiozłem z Warszawy do Kazimierza nad Wisłą, w związku z otworzeniem ulicy imienia tego bohaterskiego żołnierza. Andrzej Pilecki opowiedział mi niesamowitą historię. Któregoś razu zgłosili się do niego „ważni ludzie z Hollywood” z pytaniem: „a czy pan wie, że pana tata miał korzenie żydowskie?. Takie mamy przynajmniej informacje.” Andrzej Pilecki stanowczo zaprzeczył i „rewelacje” nazwał bzdurą. W odpowiedzi usłyszał: „niech pan dobrze pomyśli. O pana bohaterskim ojcu wiedzą co poniektórzy w Polsce, ale nic nie wie świat. A my dajemy wielomilionowy budżet, największe gwiazdy Hollywood. O pana ojcu dowie się cały świat, bo to będzie wielka mega produkcja. Proszę to dobrze pomyśleć i nie przeszkadzać. Przecież pana ojciec mógł mieć korzenie żydowskie, a pan mógł o tym nie wiedzieć”. Na kolejne dementi ważni ludzie z Hollywood raz jeszcze poprosili o dogłębne przemyślenie sprawy. Później przyjechali raz jeszcze, pisali i dzwonili, przekonywali i namawiali. Andrzej Pilecki nie zgodził się jednak za nic „uczynić” z ojca Polaka – Żyda, którym przecież Rotmistrz nie był. Gdyby się zgodził, jakże „piękny i prawdziwy” mógłby powstać film. Z pewnością byłby to światowy hit – historia bohaterskiego Żyda, który ucieka z „polskiego obozu koncentracyjnego”, a następnie po wojnie zostaje zamordowany przez Polaków (bo przecież oprawcy Rotmistrza nosili polskie mundury). Taki film nie powstał tylko dlatego, że na przeszkodzie stanął dzielny syn dzielnego człowieka, który po prostu broni prawdy, w Hollywood zaś było zapotrzebowanie na film o bohaterskim Żydzie, nie o bohaterskim Polaku. I nie ważne, że film, który dzięki postawie Andrzeja Pileckiego nie został zrealizowany, miałby z prawdą tyle wspólnego, ile wspólnego z prawdą ma „Pokłosie” Pasikowskiego. Ważne, że byłby po tzw. „linii”, tak jak „po linii” jest „Pokłosie”, mały film małych ludzi, którzy dla kariery napluli na własny kraj.

Najnowsza książka:

Drodzy Czytelnicy, Szanowni Państwo

Rozpoczynamy przedsprzedaż naszej najnowszej książki „(NIE) ROZMAWIAJMY O ŻYDACH?  KONFRONTACJA”.

Prawda ukryta pod ziemią bywa groźniejsza od tej zapisanej w archiwach - zwłaszcza, gdy może zburzyć kłamstwa budowane przez dziesięciolecia, a poznali ją ci, którym potem nakazano milczenie. Wstrząsająca historia profesor Małgorzaty Grupy, która z grupą archeologów prowadziła przerwaną ekshumację w Jedwabnem oraz ekshumacje polskich ofiar na Ukrainie, czekała na ujawnienie ćwierć wieku – aż do tego momentu. Historia pokazująca skalę mistyfikacji i przemilczeń wokół wydarzeń, których wpływ na dzisiejszą rzeczywistość przekracza wyobrażenie wielu z nas. Historia, która zachwieje społecznym zaufaniem wobec tych, którzy sprawują władzę, obnażając ich krótkowzroczność, tchórzostwo i gnuśność.

Szanowni Państwo. Rozpoczynamy przedsprzedaż naszej najnowszej książki Wojciecha Sumlińskiego i Małgorzaty Grupy pt. „EKSHUMACJA. LUDOBÓJCY W MASCE OFIAR”. Książka, która może okazać się niebezpieczna, bo łamie zmowę milczenia, odsłania zakazaną prawdę i w kontekście eskalowania przez Ukraińców i Żydów antypolskiej postawy pokazuje, dlaczego w naszej rzeczywistości nie ma końca tamtej przeszłości.

W okresie od 10 czerwca do 10 lipca, do prapremiery książki (oficjalna premiera, w sieciach księgarskich, odbędzie się na przełomie lipca/sierpnia br.) oferujemy Państwu książkę z 33 % rabatem. Książki zostaną Państwu dostarczone do 10 lipca, na Państwa życzenie opatrzone podpisem autora lub dedykacją. Wysyłki dla Czytelników, którzy – w jednym zamówieniu – zakupią książkę wraz z innymi książkami, pakietami lub audiobookami Wydawnictwa WSR, zostaną zrealizowane w tym samym czasie, co wysyłki książki „EKSHUMACJA. LUDOBÓJCY W MASCE OFIAR”, przed jej prapremierą. Zamówienia prosimy składać na niniejszej stronie sumlinski.pl, w ikonce Sklep, lub bezpośrednio w księgarni Wydawnictwa przy ul. Krasińskiego 67 lokal U 2 w Warszawie.

W celu uzyskania dodatkowych informacji prosimy mail: malgorzata.kubowicz@wsr24.pl lub o telefon pod nr 509 831 618, od wtorku do piątku w godzinach 10 00 – 18 00.

Dziękując, że jesteście Państwo z nami – Zespół Wydawnictwa WSR. sumlinski.pl

wersja polska